Złotym cielcem w liturgiczną kreatywność

By |2019-01-29T15:18:11+00:0017 grudnia 2018|Categories: Wiara|Tags: , |

Można powiedzieć, że zaczęło się bardzo niewinnie. Izraelici zapragnęli oddać cześć Bogu, który wyprowadził ich z ziemi egipskiej. Nie mieli złych intencji. No bo co może być niewłaściwego w uwielbianiu Pana Boga? Pod nieobecność Mojżesza, arcykapłan Aaron, chcąc zadośćuczynić pragnieniom ludu, polecił odlać posąg cielca. I wtedy Pan Bóg się “wkurzył”.

Wszyscy znają starotestamentalną opowieść o złotym cielcu: najpierw ucieczka z Egiptu i przejście przez Morze Czerwone, droga przez pustynię i wydarzenia spod Góry Synaj, gdzie Pan Bóg zawiera ze swoim ludem przymierze i przekazuje Mojżeszowi prawo, którym od tej pory miał się rządzić naród wybrany. Pod nieobecność Mojżesza, który przebywał na szczycie Synaju 40 dni i 40 nocy, sytuacja w obozie Izraelitów wymknęła się spod kontroli. Zniecierpliwiony lud poprosił Aarona o widzialny symbol Boga. Arcykapłan spełnił tę prośbę odlewając ze złota posąg cielca.

Wj 32, 4b-5

“Oto Twój Bóg Izraelu, który Cię wyprowadził z ziemi egipskiej!” Widząc to Aaron zbudował przed nim ołtarz i oznajmił: “Jutro będzie święto na cześć Pana!” Nazajutrz o świcie ofiarowano całopalenia i złożono ofiary wspólnotowe, a lud ucztował, pił i hucznie się bawił. 

 

Warto zwrócić uwagę na to, że nie mamy tu do czynienia z apostazją sensu stricto. Izraelici wierzyli, że złoty cielec symbolizuje właśnie tego Boga, któremu zawdzięczają wolność, a nie bożka, którego na poczekaniu wymyślili. Prawdopodobnie także obrzęd był zgodny z przepisami. Na czym więc polega dramat narodu wybranego? Dlaczego Pan Bóg nakazał Mojżeszowi natychmiast zejść z góry Synaj i zrobić z tym porządek?

złoty cielec

N. Poussin, Adoracja Złotego Cielca, National Gallery, London

Odpowiedź jest prosta – Izraelici przedstawili Boga według własnego widzimisię, mimo zakazu sporządzania obrazów. Nie potrafiąc wytrwać przy niewidzialnym Bogu, sprowadzili go do własnego poziomu. Zamiast wznosić się do Boga, chcieli by Bóg był takim, jakim Go potrzebują. Postawili się w ten sposób ponad Nim. Zawłaszczenie, którego dokonali przerodziło się w samolubny kult, w którym ostatecznie nie chodzi o oddanie czci Bogu, tylko o zaspokojenie własnych potrzeb – jedzenie, picie i zabawę. Wyprawili sobie święto dla samych siebie, zapominając o tym co najważniejsze.

Brzmi znajomo? Na pewno dla każdego, kto jest zatroskany o liturgię i obserwuje w jak instrumentalny sposób się dzisiaj do niej podchodzi. Wielu dzisiaj rości sobie prawo do manipulowania liturgią, a postawę wierności przepisom traktuje jako przejaw skrajnego legalizmu czy puryzmu liturgicznego. Takie opinie nie zmieniają jednak faktu, że przepisy stoją na straży wiary Kościoła wyrażonej w liturgii. Historia o złotym cielcu przypomina, że kształt kultu chrześcijańskiego nie jest kwestią dowolną. Nawet kapłanom nie wolno na własną rękę niczego dodawać, ujmować, lub zmieniać w liturgii.

Sobór Watykański II, Konstytucja Sacrosanctum Concilium

„W odprawianiu liturgii każdy spełniający swą funkcję, czy to duchowny, czy świecki, powinien czynić tylko to i wszystko to, co należy do niego z natury rzeczy i na mocy przepisów liturgicznych.” 

 

Z wielkim niepokojem obserwuję, jak w ostatnich latach, również w Polsce, liturgiczna kreatywność staje się zjawiskiem powszechnym. W skrajnych przypadkach dochodzi do sytuacji, w których liturgia staje się czczą zabawą, której inicjatorzy i uczestnicy nierzadko nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Nie chodzi już tylko o deficyt piękna, bylejakość i odstępstwo od przepisów liturgicznych, ale zupełną samowolę i relatywizm w podejściu do liturgii, wszak “każdy ma się prawo modlić jak chce”.

Jan Paweł II, Encyklika Ecclesia de Eucharistia

„Niestety trzeba z żalem stwierdzić, że od czasów posoborowej reformy liturgicznej, z powodu źle pojmowanego poczucia kreatywności i przystosowania nie brakowało nadużyć, które dla wielu były przyczyną cierpienia”.

 

Joseph Ratzinger w Duchu liturgii ostrzega, że kult egoistyczny i autonomiczny, w którym człowiek szuka samego siebie, nie ma już na celu żywego Boga, obecnego pod skrywającymi Go sakralnymi znakami. W efekcie rodzi frustrację i poczucie pustki, a “doświadczenie wyzwolenia, obecne wszędzie tam, gdzie następuje prawdziwe spotkanie z Bogiem żywym” zanika. Naszym zadaniem jest dorastanie do pełnego, świadomego i czynnego uczestnictwa, a nie przerabianie jej na własną modłę. Niezdrowej kreatywności trzeba powiedzieć stanowcze non possumus.

About the Author:

Mam na imię Kuba i prowadzę tego bloga. Jeśli masz ochotę dowiedzieć się kim jestem, skąd pochodzę i dokąd zmierzam, zapraszam na stronę “O mnie”.